Etykiety

piątek, 18 grudnia 2009

Chłopiec w pasiastej piżamie

Akcja filmu rozgrywa się w latach 40. XX wieku. Bohaterem jest ośmioletni Bruno, syn niemieckiego oficera, mieszkający w Berlinie. Gdy ojciec Bruna dostaje nową pracę cała rodzina przenosi się na wieś. Chłopiec, łamiąc zakaz opuszczania domu, dociera do kolczastego ogrodzenia, za którym znajduje się zupełnie inny świat. Poznaje Szmula - ośmioletniego Żyda, z którym szybko się zaprzyjaźnia.












Całą historię widzimy oczami Bruna. Nie rozumie on, dlaczego lekarze rzucają pracę, by żyć na "farmie", chodzić w piżamach i przygotowywać mu jedzenie. Dziecięca niewinność zderza się z okrucieństwem, przez co film działa na uczucia widza, angażuje emocjonalnie, skłania do przemyśleń. Pokazuje też dramat niemieckiej rodziny. Matka Bruna, dowiadując się prawdy o pracy swojego męża, uważa go za potwora. Bruno, słysząc kłótnie rodziców, coraz częściej zastanawia się, czy jego ojciec rzeczywiście nim jest. Natomiast Gretel, siostra Bruna, jest zapatrzona w Hitlera. Ściany pokoju obwiesza plakatami z jego podobizną, zgadza się z jego podziałem ludzi na nadludzi i podludzi. Nauczyciel, którego zatrudnia dla Gretel i Bruna ich ojciec, utwierdza ją w tym przekonaniu.
Brawa należą się dla Asa Butterfielda (Bruno) i Jack'a Scanlona (Szmul), którzy świetnie odegrali swoje role. Pozostali aktorzy są tylko tłem dla nich i dla ich przyjaźni.
Chłopiec w pasiastej piżamie to opowieść o prawdziwej dziecięcej przyjaźni, niczym nieskażonej. Jeden z nielicznych filmów, po obejrzeniu którego siedziałam jak wryta, patrząc nieobecnym wzrokiem na napisy końcowe.
Scenariusz i reżyseria: Mark Herman
Zdjęcia: Benoît Delhomme
Muzyka: James Horner
Czas trwania: 93 minuty

*zdjęcia pochodzą ze strony www.filmweb.pl

sobota, 12 grudnia 2009

Święta w październiku

Budząc się rano (tj. około godziny 13) i wyglądając przez okno zauważyłam na dachach samochodów, trawie i chodniku śnieg. Pierwszy śnieg w naszym mieście, w tym roku. Pierwsza myśl: jeszcze 2 tygodnie do świąt. Druga myśl: muszę iść po chleb. No więc poszłam do pobliskiego Carrefour w celu zrobienia zakupów. Tłum (dosłownie) ludzi przy wejściu na sklep wskazywał na jakąś wielką promocję. I faktycznie - mandarynki za 1,99zł! Jakimś cudem przebrnęłam przez nawałnicę wielbicieli mandarynek i skierowałam się do stoiska z pieczywem. Aby do niego dojść musiałam przejść obok świątecznego asortymentu. I znowu pomyślałam o świętach. Myślę o nich od połowy października, odkąd w Kauflandzie pojawiły się ozdoby świąteczne (dodam, że leżały obok zniczy i latarni w kształcie dyń hallowenowych). I mam już dość. Chcę już ten czas "po świętach", kiedy będę mogła odpocząć od wszechobecnych "promocji świątecznych", myśleniu "co kupić rodzicom na Gwiazdkę" i filmów o świątecznej tematyce. W naszych czasach Święta Bożego Narodzenia nie są już czymś wyjątkowym. Liczy się tylko, kto dostanie droższy prezent, kto ma większą choinkę itp. Święta zamiast choinką czy piernikiem, pachną komercją. Jeszcze trochę, a dojdzie do tego, że będzie można kupić/wynająć nawet udawaną rodzinę na Wigilię.

sobota, 5 grudnia 2009

(nie)Mam talent(u)

Zaskakujący finał drugiej serii zakończył się zwycięstwem mojego faworyta. Gdy Marcin Wyrostek grał po raz drugi, wzruszenie było widać nawet na twarzy Kuby Wojewódzkiego. Ani trochę się temu nie dziwię. Pan Wyrostek dosłownie hipnotyzował akordeon, a tym samym publiczność. Oby więcej takich talentów rodziło się w naszym kraju ;)

Ehh.. szkoda, ze ja nie mam takiego talentu. Ale to już w tej chwili nie ważne. Gratulacje dla zwycięzcy!

piątek, 4 grudnia 2009

Po polsku

Tydzień temu pisałyśmy z K. dyktando. Dotyczyło ono pisowni wyrazów z ch i h. Szczerze mówiąc to nie wiedziałam o istnieniu niektórych z nich, nie mówiąc o zasadach pisowni. Zresztą K. miała podobnie. Po tym całym dyktandzie, wątpliwościach związanych z pisownią wyrazu "hołota"(wątpliwości te rozwiał później nasz trener - "encyklopedia"), doszłyśmy z K. do wniosku, że polski jest zdecydowanie jednym z najtrudniejszych języków. Niech mi ktoś pokaże Polaka, który zna język polski chociaż w 90%. Najbardziej przeraża mnie mój ojciec, który pisze niczym "dzieci neo". Najwiencej, najżadziej, żadki, wyporzyczymy... a to tylko niektóre perełki...

PS. Wiedzieliście, że wyraz "dwa" można odmienić na 17 sposobów?

środa, 2 grudnia 2009

Start

Blog ten powstaje z mojej wielkiej chęci pisania, której nie mam gdzie spożytkować.

A więc, zaczynamy!